26 października 2011

o wszechświecie

Wszechświat nie szanuje życia. Wszechświat ma życie w dupie. Życie tak naprawdę nic nie znaczy dla wszechświata, bo równie dobrze mogło być przypadkiem (i według niektórych teorii tak właśnie powstało – przez przypadek).

Trudno sobie wyobrazić co było na początku, i co sprawiło, że wszechświat powstał. Czy był to jednorazowy przypadek? Czy świat wybucha, rozszerza się i kurczy cyklicznie? Czy Wielki Wybuch był tak naprawdę czasu początkiem a kiedy nasz obecny wszechświat zginie to skończy się czas? Czy jest jeden wszechświat, czy są dwa? Czy prawa obowiązujące w naszym wszechświecie jak grawitacja czy limit prędkości (prędkość światła) obowiązują gdzie indziej?

Antymateria, czarne dziury, supernowy, meteoryty – to wszystko istnieje i ma się dobrze a my nie zdajemy sobie z tego sprawy dopóki program na Discovery nam o tym nie przypomni.

Podczas oglądania serii programów napisanych przez Stephena Hawkinga i zapierająych dech w piersiach animacji komputerowych czułam się malutka i nieważna. Po 40 minutach patrzenia na wersje wszechświata według dziwaków-kosmomlogów byłam bardzo niespokojna. Oddech zyskałam dopiero kiedy pokazali morze. Kiedy pokazali drzewo. Nagle poczułam się bezpiecznie. Jestem znowu na ziemi, tak, tu na ziemi gdzie wszystko jest mniej burzliwe i złowrogie.

Tia...

Prawa natury istniejące u nas w domu altruistycznymi nie są. Każda istota na ziemi myśli tylko o sobie. Musimy przetrwać i musimy zrobić wszystko by przetrwać. Tak działa i bakteria i kot i... człowiek. Tak więc wg Stephena za 500 lat powinniśmy już mieć technologię żeby wynieść się z naszej kochanej niebieskiej planety. I po raz kolejny myśleć tylko o sobie  - o tym by znaleźć więcej miejsca, więcej jedzenia, więcej surowców. Ale co dalej?...

Dobrze, że będę już nieżywa. Dobrze, że nie będę już świadoma. Może wszechświat spożytkuje kilka moich cząsteczek, ale mnie, jakotakiego Kreta Wielkiego, już nie będzie. Moją osobę otoczy nicość, podczas gdy wszechświat pozostanie bez zmian.

Zresztą jak słońce wybuchnie to wszyscy mają tylko 6 minut. Bo wszechświat nie szanuje życia. 

3 października 2011

o czasu upływie

Starości się boję mniej niż śmierci, więc to chyba dobrze, ale wcale nie cieszy mnie to, że za 10 lat będe wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Nie mówiąc już o tym jak mi życie twarz ukształtuje za 20 czy 30 lat. 

Niedawno, w pracy, wypowiedziałam dziwne słowa: "20 lat temu". Historia idzie tak: siedzę w pracy, w biurze, na przeciwko mnie mój angielski kolega, komputery świecą, słońce o dziwo też, a na zewnątrz goście na trąbkach grają "Lambadę". Kolega Will mówi: "o, czy to nie jest ta piosenka do której tańczyłaś w dzieciństwie?" (Dużo można o sobie opowiedzieć współpracownikowi, kiedy nie ma absolutnie nic do roboty...). A ja na to: „tak, było to 20 lat temu...”

I w tejże chwili poczucie upływu czasu wryło mi się w ciało i umysł. Za 2 lata będę mogła powiedzieć, że zaczęłam liceum „10 lat temu”. Dziwne. I może panikuję, i  może przesadzam, ale boję się dnia kiedy wypowiem słowa „30 lat temu...”

Poza tym już kilka miesięcy temu kupiłam sobie przeciwzmarszkowy krem pod oczy, który przestałam używać po kilku tygodniach. Czas wykopać go spod tony cieni do oczu i tuszów do rzęs...

A na koniec, mała impresja...

"Jędza"

Jestem skruszonym zębem
Jestem zepsutą soczewką
Jestem pokryta mchem
Jestem cellulitem

I jestem straszliwą jedzą
Bo chcę pieniędzy
By móc
Naprawić to wszystko

Jestem obwisłym cycem
Jestem rozdwojonym włosem
Jestem ogromną dupą
Jestem żylakiem

I na dodatek jestem jedzą
Bo chcę pieniędzy
By móc
Naprawić to wszystko

Gute nacht.